, ,

Był sobie kiedyś film o drapieżniku z kosmosu. Konkretnie to film był z 1987 i konkretnie był to film o predatorze… i nazywał się „Predator”. Film zabierał widza do głębokiej dżungli w której grupa żołnierzy działających poza juryzdykcją rządową ma załatwić paru złych typków i uwolnić zakładników. Sprawa komplikuje się w momencie w którym do żołnierzy zaczyna strzelać plazmowymi pociskami coś niewidzialnego, kryjącego się w koronach drzew. Tajemniczy zabójca, patroszy swoje ofiary, czasem zabierając sobie ich czaszki jako trofeum. Pojedynki jeden na jeden i w grupie nie skutkują, żołnierze giną jeden za drugim. Wkońcu zostaje tylko jeden, któremu udaje się uciec przed myśliwym. Ostatnia walka- noc, ogień, wybuchy poboczne i jeden wielki wybuch. Ostatni żołnierz zdołał przeżyć.
Co tyczy się filmu „Predators” z roku 2010- mówi dokładnie o tym samym, więc nie da się powiedzieć racz nic odkrywczego. W remake’u (bo tak to chyba trzeba nazwać) pojawiają się wszystkie elementy kluczowe dla pierwowzoru: dżungla, upał, żołnierze, minigun, ogień, błoto, wodospad. Wszystko to zostało przedstawione w czystej i przejrzystej cyfrowej formie.
Elementy odegrane przez aktorów zlewają się w elementami wyreżyserowanymi przy pomocy modeli 3d, w taki sposób że aż trudno nie dać się porwać tak realistycznie przestawionej wizji. Film jest skonstruowany w sposób logiczny. Nie pozostawia niedosytu, nie parodiuje. Nie ma w nim żadnych elementów odniesienia względem nie chlubnej serii Alien vs Predator. Predatorz to godny następca swojego 33 letniego przodka.
7/10 – zabrakło inicjatywy ze strony reżysera; ten film to suche przerysowanie pierwowzoru. Ale samo przerysowanie jest trafne, rzeczowe i przede wszystkim- godne.