, ,

No i zaczęło się. Święto fanów, bloggerów i deweloperów WordPressa. Dwa dni prezentacji i pokazów nowych technologii i tricków jakie można stosować w tym cms’ie, aby praca z nim była jeszcze prostsza i jeszcze bardziej przyjemna. WordCamp Poznań 2011 to druga edycja tego typu spotkań w Polsce.

Właściwa impreza zaczęła się w piątek 9 grudnia, ale dla mnie trwa już od środy- pakowanie, wyjazd, nocleg i przesiadka w Wawie, ulokowanie się w Poznaniu i właściwe przygotowanie.  W każdym razie- po odnalezieniu Wyższej Szkoły nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa, można było zająć miejsce wśród pozostałych 80 sympatyków WordPressa i wsłuchać się w ciąg prezentacji, popijając przy tym plastikową kawkę- dobra odmiana dla bezczajnikowych hotelowych napojów.

WP IT Crowd – nawet się zgadza

Blask reflektorów

Impreza odbyła się na jednej z auli WSNHID, z klimą, wi-fi, dostępem do prądu. Organizatorzy dopieścili nas przygotowanymi stoiskami z ciepłymi i zimnymi napojami, różnymi ciaskami, no i oczywiście – pizzą w czasie przerwy- tak, starczyło dla 80 osób. Niestety zabrakło już kasy na laser gwiazdy śmierci do wskazywania na tablicy, o który fragment rozpatrywanego kodu aktualnie chodzi( 30 linijek tekstu vs 30 metrów odległości od tablicy). Automatycznego przełącznika slajdów też nie było. Mała rzecz, a boli jak nie ma.

Do tego jeszcze dodam, że cała impreza została opatrzona logiem tylko trzech firm ( Absolwenci na walizkach, … , …), o których dowiedzieliśmy się tylko w czasie nie związanych, niezobowiązujących i ciekawych (!! !! !!)  prelekcji , a tak to nic- ni sekundy, no chyba że przybycie maskotek RedBulla można uznać za namolną reklamę. Życie to nie Polsat, take that LublinIT.

Można było się spotkać ze starymi wyjadaczami WP, początkującymi freelancerami, przeciętnymi bloggerami, ogólnie rzecz biorąc- wszystkich którzy żyją tworzeniem i prowadzeniem stron w oparciu o WordPressa. Z osób które robią ruch w sieci, byli między innymi:

  • Arkadiusz Stępkowski – co to jest semantyczny web
  • Marcin Pietrzak – czym jest SOLR i dlaczego powinineś się w niego zaopatrzeć
  • Szymon Skulimowskiframeworki motywów dla WordPressa
  • Michał Żuk – zalety tworzenia własnej taksonomii

… i jeszcze parę innych.

Dasz skserować notatki?

Nie było jakiegoś wielkiego podziału tematycznego, między pierwszym i drugim dniem. W głównej mierze, chodziło po prostu o możliwości wykorzystanie nowych, lub mało znanych- a ciekawych technologii w WordPressie. Na początek, było trochę o pisaniu semantycznym, o robieniu wpisów pod kątem SEO, o możliwościach HTML5 i jeszcze kilku fajnych sprawach. Drugi dzień upłynął pod znakiem optymalizacji i metodach robienia z WP maszynki do szybkiego zarabiania odwiedzin, przy niskich kosztach włożonej pracy freelancera i serwera, ale i tak pojawiło się parę słów na temat tworzenia poprawnego i przyjaznego kodu.

Nie obyło się bez działań nie zgodnych z planem. Bodaj trzech prelegentów było zajętych ratowaniem świata i nie zdołali dotrzeć na miejsce o wyznaczonym czasie. Z tego powodu, w ogólnym rozrachunku impreza trwała o jakieś dwie, trzy godziny krócej niż przewidziano (ktoś zauważył?). Zabrakło na przykład pogadanki o BuddyPressie. W perspektywie całej reszty, można by to teraz uznać za pewną wartość dodaną, która nie została dodana- fajnie by było gdyby było, ale nie było  i nic się nie stało.

Prelegenci nie ograniczali się do przedstawienia tego co  mieli do pokazania. Zdarzało się, że pytania po prezentacji zajmowały połowę czasu trwania samej prezentacji.

WordPress, chlanie, programowanie

Prelekcje prelekcjami- wieczorem pierwszego dnia było after-party, czyli sedno WordCampa. Piwo, Cola i rozmowy na temat klientów. Można było się wyspowiadać, lub po prostu dać upust frustracji, która powstaje gdy laik klient, spotyka zapracowanego developera. WordPressowe nerdy balowały do wczesnych godzin rannych i część z nich nie przyszła na poranne wykłady, ale retorzy dali radę.

Ogólnie rzecz biorąc

Czas spędzony na uczelni przebiegł znacznie szybciej przez słuchanie nowości ze świata tworzenia internetu, niż na wykładzie o programowaniu graficznym. Wielu z uczestników skorzystało z okazji do zapoznania się ze starymi znajomymi, współpracownikami, z którymi do tej pory ograniczali kontakty do maili i tweetów. Atmosfera była luźna, bez napinki, ale dało się wyczuć w powietrzu zapaszek nerdzenia. Połowa uczestników przyszła z lapkami, na ekranach których w większości występowały kody stron, na które aktualnie trwają zlecenia- każda chwila jest dobra, żeby poprawić cache’owanie, dać klientowi możliwość wstawiania ikon do wpisów itp.

Jaki byłby pożytek z wyjazdu, skoro i tak całość zostanie opublikowana na YT, a większość prezentacji można pobrać za free? No właśnie- trzeba umieć wyciągać wnioski. Najważniejsze sprawy, które trzeba wziąć pod uwagę przy pracy z WP:

  • Tekst pożywny dla ludzi, może smakować również robotom
  • Rynek dojrzewa i z ochotą je freelancer’om z rąk
  • Opensource’owe środowiska pracy oferują bazylion sposobów na zarabianie kasy

Koniec WordCampu to nie koniec dyskusji i sprzeczek nad poprawnością stosowania funkcji, wtyczek, motywów potomnych. Te dywagacje będą kontynuowane w sieci, tak jak miało to miejsce do tej pory, ale następna okazja do spotkania się z WordMózgami in live action za rok, jeszcze nie wiadomo gdzie. Oby gdzieś bliżej- w czasie i przestrzeni.