ff-icon

, ,

Dziś w nocy miała swoją premierę czwarta odsłona przeglądarki Płonącego Lisa. Jeszcze szybsza, jeszcze fajniejsza, bezpieczniejsza, a przede wszystkim- dająca jeszcze większe możliwości podrasowania do swoich potrzeb. Czy aby na pewno?

Przyznam się od razu bez bicia, że przeglądarkę firmy Mozilla stosuję tak długo, że w zasadzie nie pamiętam już kiedy po raz pierwszy się o niej dowiedziałem. Z czasem FF zmieniał się z aplikacji rozrywkowo edukacyjno, w narzędzie pracy dla web dewelopera.  Gdy tylko usłyszę o nowej wtyczce , aktualizacji do tej przeglądarki, próbuję jak najszybciej zbadać jak to działa, czy może pomóc w pracy, lub przynajmniej w  zarządzaniu przy przeglądaniu znalezionej w odmętach sieci treści. Nie inaczej było w przypadku najnowszej wersji Płonącego Lisa. Chcąc uniknąć oceny przez to co kiedyś od kogoś zasłyszałem, izolowałem się od informacji o FF4 które było już dostępne w wersji beta, po to by wyskakujące błędy i niedoróbki nie przeważyły szali i abym mógł z czystym sumieniem podejść do tematu.

Ku mojemu zaskoczeniu… nic się nie zmieniło. Niby to wszystko miało być szybsze, lepsze, fajniejsze, ale nie dostrzegłem żadnej różnicy. Przynajmniej nie takiej, która mogła by przemawiać za FF4. Otóż jest coś co mnie osobiście odpycha od przeglądarki czwartej generacji, a mianowicie konflikt zgodności. Niektóre wtyczki, do których zdążyłem się już przywiązać, nie działają i nie wiadomo kiedy ukaże się ich ulepszona, kompatybilna wersja.

Francja elegancja… czekamy na modyfikacje!

Podobno nowy FireFox został tak zaprojektowany, aby mógł spełnić wymagania stojące przed tworzącą się dziś siecią jutra. Standardy HTML5 stają się coraz bardziej powszechne, a strony w końcu przestaną być stronami, a staną się „chmurowatymi” aplikacjami do zarządzania treścią.

Oto nastały czasy, kiedy to nawet Microsoft zdecydował się na skok na głęboką wodę, mówiąc nie IE 6 i promując program wspierający nieudokumentowane technologie. Mozilla nie chcąc pozostać w tyle, musiała coś zrobić. Tym czymś jest niestety program który swoim działaniem i wyglądem nie wyróżnia się z pośród tłumu rówieśników. Jedyna nadzieja to drzemiący potencjał do tworzenia nowych nie znanych jeszcze wtyczek, by móc uczynić z FF platformę w pełni spersonalizowaną. Według mnie, to jedyna droga w jaką może iść Płonący Lis.